Dramat poranny w jednym akcie.

Łóżko. Drzwi. Telewizor. Regał z książkami.
Na łóżku leżą Tato i Mama. Śpią. Nic się nie dzieje przez dziesięć minut. Światło trochę się rozjaśnia.
Zza drzwi rozlega się wołanie Potwora: Mamo! Idziemy do Mamy!
Otwierają się drzwi i wchodzi Potwór, który natychmiast przybiera postać uroczej, dwu-i-pół letniej dziewczynki. Włazi do łóżka.
Trochę kotłowania. Potwór wyciąga dwie książeczki.
Tato czyta nieprzetartym głosem jeden rozdział z "Lata Muminków".
Trochę kotłowania.
Potwór wydaje rozkaz: Piciu! Mamo idź do kuchni i zrób mi piciu! Wody z miodkiem! No idź!
Rozczochrana Mama wychodzi. Za chwilę wraca. Potwór pije. Potem bierze pilota i włącza tewizor.
Wszyscy (widzowie też) oglądają "Domowe przedszkole".

Kurtyna.


Ta "urocza dwu-i-pół-letnia dziewczynka" to ja. Teraz jestem już "uroczą cztero-i-pół-letnią dziewczynką". (Teraz już nawet prawie pięcio-i-pół-letnią - czas szybko leci, a książki piszą się wolno. Jeszcze wolniej się wydają, szczególnie takie jak ta, więc kiedy ktoś będzie ją czytał, ja będę już nie-wiadomo-ilu-i-pół-letnią osobą.) Dalej jestem urocza i dalej jestem dziewczynką. Zmieniły się liczby i te będą się zmieniać bez ustanku. Zmienię się w dziewczynę, może nawet w dziewuchę, w panienkę, w pannę, w nastolatkę, w podlotka, w kobietę, w babę, w babsztyla ...... w potwora (z potwora powstałaś w potwora się obrócisz ..... raczej: z potworów powstałaś i w potwory się obrócisz), w uroczą osiemdziesięciopięcio-i-pół-letnią staruchę. Czy ciągle uroczą? Czyżby to jedno miało pozostać niezmienne: uroczość? moja uroczość?
Moja urocza potworność .....
Czy potworność może być urocza? Zapewne tak, skoro wiosna w tym roku mogła być upalnym, suchym latem, lato jest mokrą, chłodna jesienią nadmiernie zieloną lecz niech tam, jesień ubiegłego roku była śnieżną zimą tak śnieżną i tak krótką iż załamał się nasz wspaniały baldachim z winorośli rozpięty nad tarasem i sprawiający że ten kraj był lub zdawał się być zupełnie innym krajem, zima zaś była urocza w swym zupełnym i całkowitym niedookreśleniu gdyż mogła być równie dobrze przedwiośniem uroczo długim przedwiośniem lub uroczo długą zajesienią lub też tylko przedzimiem po którym o dziwo nastąpiło owo nieoczekiwane choć już przecież nie zaskakujące wiosenne lato .....
Nie powinno zatem dziwić to, że ta oto kronika jest nie tylko kroniką (a może nawet wcale nią nie jest) lecz także pamiętnikiem(?) drwiąco-ironicznym traktatem zupełnie niepoważnie opisującym rzeczy i zjawiska nad wyraz poważne lub poważnie badającym i rozstrzygającym problemy nad (pod) wyraz niepoważne. Trudno też byłoby ustalić czy podtytułem mogłoby być trzecie lato, czwarta wiosna, czy też pierwszy cyrk, a może nawet ostatnie ..... ostatnia .... co ostatnie? ostatnie takie rysunki-malunki? Tym bardziej trudno, że słowa te i te zdania są pisane w nowej pracowni, która jednocześnie jest (będzie - już jest) salonem i kotłownią (zważywszy na fakt pojawienia się kominka, który ma ogrzewać (i ogrzewa) trzy czwarte domu) a powstała na miejscu salonu, który był jednocześnie sypialnią, teraz zaś sypialnia (Mamy i Taty) będzie (już jest) tam gdzie przedtem była pracownia i będzie także prasowalnią, garderobą, telewizornią i bębniarnią. No i oczywiście biblioteką. Kuchnia też zostanie trochę przerobiona, aczkolwiek spodziewane zmiany mają tylko usprawnić jej funkcjonowanie (i chyba usprawniły) nie zaś zmienić jej funkcję - dalej więc kuchnia będzie kuchnią i jadalnią i miejscem przyjmowania gości (choć może teraz goście będą również zasiadali przed kominkiem (czasami to robią)). W zasadzie tylko mój pokój będzie (i jest) moim pokojem. Czy to znaczy, że ja dalej będę mną?