


|
------------------------------
|

Bębnię
inaczej niż wszyscy. Moje bębnienie oparte jest na najbardziej
fundamentalnych, uniwersalnych i bezstylowych elementach i dlatego
nie odwołuje się do żadnej konkretnej tradycji muzycznej. Jest
takie jaki jestem ja i miejsce, w którym się urodziłem i
żyję, a mieszkam w niewysokich, bardzo starych górach, od
niepamiętnych czasów zwanych Łysymi.
Koncert
solowy może być popisem instrumentalnym. Może także być
opowieścią. MONODRUM jest opowieścią opowiedzianą przez sześć
bębnów i jednego człowieka. Opowiedzianą językiem
rytmów,
metrum, brzmień, uderzeń, napięć, wibracji, drgnień, dudnień,
temp, tupnięć, stuków, stuknięć, skrzypnięć,
kontrastów,
mgnień, pauz, zatrzymań ....... językiem najprostszym i najbardziej
abstrakcyjnym. Trwającą kilkadziesiąt minut opowieścią,
którą
każdy może odczytać na swój sposób.
I
chyba nie może być inaczej. W moim przypadku. Ponieważ ja nigdy
nie usłyszę własnej muzyki, nigdy nie wyobrażę sobie własnego
zespołu, nigdy nie skomponuję symfonii czy choćby piosenki. Ale
tak jak mnie przeraża skomponowanie jakiegoś utworu muzycznego, tak
innych przeraża napisanie jakiegoś tekstu. I tak jak innych nie
przeraża napisanie muzyki na przykład do jakiegoś spektaklu, tak
mnie nie przeraża napisanie książki. Chociaż może słowo
“przeraża” nie jest tu słowem odpowiednim. Jakie
jednak byłoby
odpowiednie?
Zatem
MONODRUM jest znacznie bardziej książką niż koncertem. I tak jak
wszystkie moje książki, te papierowe i te hipertekstowe,
również
ta wybębniona jest wielowarstwowa i wielowymiarowa. Tak jak w
przypadku liBeratury opowiada nie tylko tekst, lecz wszystkie
pozostałe elementy książki: krój czcionek, rozkład tekstu
na stronie, kolory, konstrukcja woluminu, okładka, rysunki, znaki...
tak w przypadku MONODRUMU opowiadać powinny nie tylko dźwięki
muzyczne, lecz wszystkie dźwięki, a także wszystkie elementy
niedźwiękowe. “Powinny” to znaczy, że jeszcze tak
nie jest, że
dopiero kiedyś może tak będzie ....... jeśli zdążę i starczy
mi sił – wszak to zadanie niełatwe, a ciało coraz mniej
giętkie....
Zawsze
interesował mnie problem książki otwartej, książki zmiennej,
książki rosnącej. Nieposkładana
teoria sztuki ma
formę
luźnych kartek zamkniętych w drewnianym pudełku. Każdy kolejny
egzemplarz, który drukuję ma inną, coraz większą liczbę
kartek, ciągle bowiem coś do tego zbioru esejów i wizualnych
poemacików dodaję. Niemniej jednak egzemplarz już zrobiony
jest zawsze taki sam, bo za każdym razem kiedy otworzysz pudełko
będą w nim te same kartki (chyba że je zastąpisz innymi, ale
wtedy to już nie będzie ta książka); chociaż możesz je wyciągać
i czytać w różnej, coraz to innej kolejności, to pojedyncza
kartka nie ulega zmianie... Podobnie jest w przypadku hipertekstu.
Chociaż Koniec świata
według Emeryka
daje ogromne możliwości coraz to innej kolejności czytania, a i
świadomość równoległości poszczególnych
fragmentów
też nie jest bez znaczenia, to jednak za każdym razem
kiedy
otworzysz plik hipertekstowy na ekranie komputera wyświetli ci się
to samo... I może dopiero MONODRUM jest książką w pełni otwartą
i w pełni zmienną, ponieważ za każdym razem kiedy przyjdziesz na
MONODRUM usłyszysz i zobaczysz (i przeczytasz) co innego, bo za
każdym razem moje ręce będą widzieć i słyszeć (i pisać) co
innego i w inną ułożą się opowieść lekko fruwając ponad...
I drum unlike the
others. My drumming is based on the most fundamental, universal and
styleless elements and that is why it is not rooted in any tradition.
It is as I am, as is the place where I was born and where I live
–
very old and small mountains from time immemorial called The Bald
Mountains.
One can play a solo
concert to show one's virtuosity. One can play a solo concert to tell
a story. MONODRUM is a story told by six drums and one man. Told with
a language of rhythms, patterns, beats, sounds, hits, strokes,
tensions, vibrations, tremblings, shakings, thunders, tempoes,
knocks, grinds, contrasts, breaks, rests, stops, moves, taps, rolls,
rushes ..... most simple and most abstract language. A tale lasting
almost an hour that everybody can decipher in one's own way.
And probably it
can't be
the other way round. In my case. Because I will never hear my own
music, I will never imagine my own band, I will never compose a
symphony or even a song. Nevertheless, like composing a tune
horrifies me, like writing a text horrifies someone else. And like
writing a music for a theatre performance doesn't horrify somebody,
like writing a book doesn't horrify me. Although the word
“horrify”
is not a proper word. Which word would be proper here?
MONODRUM is more a
book
than a concert. With no doubt. And like all my books, both paper and
hypertext ones, this drummed one should be multi-dimension and
multi-stratum. Like in case of liBerature, this is not only the text
that is telling the story, but all other elements of a book as well:
shape of fonts, page layout, colours, construction, cover, drawings,
signs..... like in case of MONODRUM these are not only music sounds
that are telling the story but all other sounds and non-sound
elements as well. But “should” means it is not, it
will be .....
one day ...... if I have enough time and power – the task is
not
easy and my body is less and less supple....
I have always been
interesting in the problem of an open book, changing book, growing
book..... Non-completed
Theory of Art
is just a pile of not bound, loose leaves kept in a wooden box. Each
copy that I print has different number of pages because a new essay
or a visual poem has been added. Nevertheless the copy already
printed will always be the same, because each time you open the box
you will find in it the same pages (unless you replace them with
other pages, but then this will be another book); although you may
change the order of taking the pages out of the box and thus the
order of reading you may not change the shape and content of a single
page..... Similarly in case of hypertext. Although The
End
of the World According to Emeryk
gives a really huge number of possibilities how to read the story,
each time you open a hypertext file you will see the same screen.....
Maybe MONODRUM is, at last, a truly open and changing book because
each time you come to MONODRUM you will hear and see (and read)
something different, very or slightly, since each time my hands will
see and hear (and write) something else and will compose themselves
in a different story lightly flying above...
Mi
tamburas alie,
malsimile
al ĉiuj. Mia tamburado baziĝas sur la plej fundamentaj, universalaj
kaj senstilaj eroj kaj tial ĝi ne radikiĝas en iu-ajn tradicio. Ĝi
estas tia kia estas mi kaj la loko kie mi naskiĝis kaj vivas
–
malgrandaj kaj ege maljunaj montoj de tempo nememora nomitaj Montoj
Kalvaj.
Sola
koncerto povas esti
nur demonstrado de virtuozeco. Tamen ĝi povas esti ankaŭ rakontado.
MONODRUM estas la rakonto rakontata de ses tamburoj kaj unu homo.
Rakontata je la lingvo de ritmoj, sonoj, tonoj, batoj, frapoj, tuŝoj,
vibradoj, tremoj, bruoj, kontrastoj, haltoj, paŭzoj, fulmoj, muĝoj,
silentoj, tremoloj, frotoj, susuroj ....... la lingvo plej simpla kaj
plej abstrakta. Preskaŭ unuhora rakonto, kiun ĉiu kapablas deĉifri
siamaniere.
Kaj ne povas esti alie.
En
mia kazo. Ĉar mi neniam ekaŭdos mian propran muzikon, mi neniam
imagos mian grupon aŭ orkestron, mi neniam komponos simfonion aŭ eĉ
kanton. Sed same kiel min terurigas komponi iun melodion, aliulon
terurigas verki iun tekston. Kaj same kiel aliulon ne terurigas
komponi muzikon ekzemple por iu spektaklo, min ne terurigas verki
tutan libron. Kvankam la vorto “terurigi” ne estas
ĉi tie la
vorto konvena. Tamen kiu vorto estus konvena?
MONODRUMO estas do
multe
pli libro ol ĝi estas koncerto. Kaj same kiel ĉiuj miaj libroj
paperaj kaj hipertekstaj, ankaŭ tiu tamburita estas multtavola kaj
multdimensia. Same kiel enkaze de liberaturo kie rakontas ne nur la
teksto, sed ĉiuj aliaj elementoj de libro: formo de tipoj, aranĝo
de la teksto surpaĝe, koloroj, konstruo de volumo, kovrilo,
desegnaĵoj, signoj ...... ankaŭ enkaze de MONODRUM ne nur sonoj
muzikaj devus rakonti, sed ĉiuj sonoj, ankaŭ tiuj nemuzikaj kaj
ĉiuj elementoj nesonaj. “Devus” signifas ke ankoraŭ
ne estas
tiele, ke estos tiele iam ....... se mi havos sufiĉe da tempo kaj
forto – la tasko malfacila kaj mia korpo pli kaj pli
malsupla.....
Ĉiam interesis min la
problemo de libro aperta, libro sinŝanĝanta, libro kreskanta. Nekompleta
teorio de l'arto havas formon de kolekto de
lozaj
folioj en ligna skatolo. Ĉiu sekva ekzemplero kiun mi printas hasas
alian, pli grandan nombron da folioj, ĉar mi daŭre aldonas ion al
tiu aro de eseoj kaj poemetoj vidaj. Tamen ĉiu ekzemplero jam farita
aspektas ĉiam same kaj ĉiufoje vi malfermos la skatolon vi trovos
en ĝi la saman kolekton (escepte nur se vi anstataŭigos la foliojn
per la aliaj, sed tiam ĝi estos ia alia libro); kvankam vi povas
elmeti la foliojn kaj legi ilin en diversa ordo, tamen la folioj mem
ne ŝanĝiĝos..... Simile enkaze de hiperteksto. Kvankam Fino
de
la mondo laŭ Emeryk ebligas vere diversordan legadon (pensu
ankaŭ pri paralelecon de leksioj), tamen ĉiufoje kiam vi malfermas iun
html-on sur la ekrano ekaperos la samon ....... Eble nur MONODRUMO
estas la libro plene aperta kaj plene sinŝanĝanta, ĉar ĉiufoje
kiam vi spektos MONODRUMON vi aŭdos kaj vidos (kaj legos) ion alian,
ĉar ĉiufoje miaj manoj vidos kaj aŭdos (kaj skribos) ion alia,
alian rakonton verkos leĝere flugante super...
|