Nie zauważyłem jej - siadła z tyłu, za mną, przy drugim stoliku, ponieważ przy tym, przy którym my siedzieliśmy nie było już miejsca. Dopiero Smok mi powiedział: odwróć się i popatrz kto przyszedł. Odwróciłem się i zobaczyłem krągłą twarz o wielkich policzkach rozepchniętych uśmiechem, ujętą w dwa skrzydła długich włosów, gęstych, drobniutko pofalowanych, ciemnych, błyszczących, jakby czymś wysmarowanych, tak jak te policzki zdawały się być wiecznie pokryte cienką warstwą nie wsiąkającego w skórę kremu .... Już wiem o tej łodzi, wiem, że złamał się maszt i musieliście przerwać podróż w połowie ... śmiech pochylił ją do przodu, a potem odgiął do tyłu, klasnęła dłonią o opięte wytartymi spodniami grube udo i zaczęła opowiadać. Opowiedziała całe to zdarzenie w kilku miękko falujących zdaniach, rozciągając samogłoski. Mogłaby opowiadać znacznie dłużej, zanim by jej ten chłopak w oberwanych porciętach, zapominający natychmiast wszystko, co się do niego mówiło, podał śniadanie, mogłaby wypowiedzieć sto razy więcej takich miękkich, rozlazłych, falujących zdań, ona jednak nie lubiła chyba mówić zbyt dużo, w każdym razie na pewno wolała słuchać smoczych opowieści, ale Smok opowiadał przeważnie wieczorami i w nocy, kiedy nie pocił się tak strasznie, a to akurat była zupełnie inna pora dnia, poza tym musiał złożyć swoje aparaty, który to ceremoniał ona już tak dobrze poznała, żeby zdążyć na pociąg jadący do miejsca skąd odpływał statek na kraniec świata.

I gdyby człowiek był w stanie cokolwiek przewidzieć, to moglibyśmy się z nią umówić na wieczór, na dokończenie opowieści o dzikich płaskowyżach i zamieszkujących je potworach, bowiem statek akurat nie odpłynął tego dnia i po południu znowu włóczyliśmy się po bulwarze nad Wielką Rzeką.