
|
|
Gdybym
mógł przewidzieć, że oślepnę, to bym tam nie pojechał.
Gdybym
mógł przewidzieć, że ogłuchnę, to bym tam nie poszedł.
Wiedziałem,
że tam są groby starożytnych królów, dawnych
władców
Rzeki-płynącej-na-północ, tego co ją otacza i tego co nad nią
się rozpościera, że w tych grobach wydrążonych w skałach
zobaczę na ścianach wspaniałe malowidła.
Wiedziałem,
że tam zastanę mnóstwo zwalonych posągów i
przewróconych
kolumn, albo jeszcze stojących, już tylko podpierających prawdziwy
nieboskłon zamiast tego malowanego na kamiennych stropach.
Z
daleka, z drugiego brzegu Wielkiej Rzeki widziałem tylko płaską
ścianę skalnego masywu, zamgloną, zmieniającą koloryt, raz
żółtą, raz czerwoną, raz szarą.
Powiedziano
mi jak się tam dostać - więc przeprawiłem się przez Wielką
Rzeką i pojechałem tam wynajętym rowerem.
.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nikt
mi jednak nie powiedział, że kiedy minę ostatnie domy i skręcę w
lewo i zacznę się piąć łagodnym, długim podjazdem, to dookoła
mnie będą tylko czerwone skały rozwiewane gorącym wiatrem i że
ten wiatr też będzie czerwony, albo niebieski i będzie mnie
spychać, powstrzymywać, przewracać.
Nikt
mi nie powiedział, że ta dolina, mała, ukryta wśród gór,
ukrywająca władców krainy nad Rzeką-płynącą-na-północ,
będzie wypełniona białym żwirem.
Nikt
mi nie powiedział, że ten żwir będzie jaśniejszy od słońca.
.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Podjeżdżając
do świątyni już wiedziałem, że blask wypełniający dolinę i
ścielący się u podnóża skalnej ściany wypala oczy. Już
utraciłem słuch od dudnienia czarodziejskiego bębna i od łomotu
czerwonego, a potem niebieskiego wiatru.
Ta
opierająca się o pionową , skalną ścianę świątynia też była
biała, coraz bielsza w miarę jak się do niej zbliżałem,
oślepiająco biała, kiedy pokonywałem pierwszą rampę i
przemierzałem pierwszy olbrzymi, wyżwirowany taras, odbierająca
całkowicie wzrok kiedy dotarłem do portyku o prostokątnych
filarach ...... i schodziłem już oślepiony, już porażony,
głuchy, waliła się na mnie ta olbrzymia skalna ściana tysiąc
razy przewyższająca kamienną-górę-usypanę-przez-ludzi, już
tylko czułem pod stopami drobny żwir, bo ani nie słyszałem jego
chrzęstu, tylko wielki szum, ani nie dostrzegałem jego blasku, bo
widziałem tylko blask.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
|