Rano Tatuś czytał mi Blady ogień Nabokowa.
To bardzo zabawna, piękna i niezwykle wyrafinowana proza traktująca (między innymi - proza piękna, zabawna i niezwykle wyrafinowana traktuje z reguły o bardzo wielu rzeczach na raz i na tym polega jej piękno, zabawność i wyrafinowanie) o niebezpieczeństwie przesadnego kojarzenia faktów, wyciągania zbyt daleko idących wniosków ze zbyt brawurowych analogii i dopatrywania się powiązań, splątań i zamotań tam, gdzie one nie występują. I tak na przykład zagorzały neofita nauk i praktyk buddyjskich (można by się nawet pokusić o użycie sformułowania fundamentalista buddyjski - czy nie byłaby to jednak analogia zbyt odważna?) mógłby nabrać przekonania o wręcz unikalności nazwy pobliskiego miasteczka. Pierwsze trzy litery to Bod, niewątpliwie wzięte z nazwy drzewa bodhi pod którym Budda doznał oświecenia. Drugie trzy litery zen chyba nie wymagają komentarza. Następna sylaba ty może oznaczać tylko Tybet. Zaś końcowe n jest ewidentnie początkiem nirwany. Jak daleko idące wnioski mógłby ów neofita wyciągnąć z tak dogłębnej analizy owej nazwy nie śmiem nawet pomyśleć. Pewnie dużo bardziej oszałamiające niż słynne wino owocowe produkowane w tym miasteczku w nie tak dawnych dobrych czasach świetlanej przyszłości i jeszcze bardziej świetlanej teraźniejszości. Tatuś uważa, że gdyby odpowiednio dobrać współczynniki można by całkiem łatwo wykazać, że i nasz stary, mocno sfatygowany samochód jest niczym zachwycająca swą prostotą a jednocześnie niebywale skomplikowana piramida kryjąca w sobie nie tylko wymiary kosmosu, ale także ogromną, a może i cała, wiedzę o nim. Bardzo trudno jednak jest dobrać takie współczynniki. Na pewno za trudne dla Tatusia. Tym bardziej dla Mamusi. O sobie przez skromność nie wspomnę.
Książka bardzo mi się podobała. Uważam, że tego typu proza znakomicie nadaje się do porannego czytania na głos dziewczynkom trzymiesięcznym i trochę starszym. Szkoda, że tak rzadko jest czytana. Nie tylko jest piękna, ale ma ogromne walory dydaktyczne - ostrzega przez straszliwą pułapką konwencji.
Gdzieś tak koło południa słuchaliśmy muzyki z bardzo dalekiej i zimnej Północy, z krain, w których teraz nie dość że jest okrutnie zimno, to jeszcze całkiem ciemno ....... W tym miejscu powinien nastąpić opis okropności zimy, byłoby to zgodne z zasadą wynikania jednych myśli z drugich, ale nie nastąpi. Okropności te są bowiem zbyt okropne, by je opisać, a mój umysł zbyt zmarznięty i zgrabiały od wielodniowego, siarczystego mrozu, by takiemu odpowiedzialnemu zadaniu podołać. Nie rozwiążę także fascynującej zagadki związku siarki, tej substancji wręcz z definicji piekielnej, rozżarzonej i parzącej z lodem, skamieniałą z zimna ziemią i niemiłosiernie, choć uroczo i pięknie, skrzypiącym pod nogami śniegiem.